Biały proszek Torrev... image

Następnego ranka było pogodnie. Słońce prażyło w oknach sali 4-B tak intensywnie, że trzeba było opuścić rolety.

Inspektorzy siedzieli z tyłu klasy. Trzech mężczyzn w formalnych garniturach. Z zimnymi twarzami. Spojrzeli na zegarki. Spojrzeli na tablicę. Spodziewali się, że nie zdadzą.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Garcia wszedł do klasy. Miał na sobie nową kurtkę. Kupił ją poprzedniego wieczoru za ostatnie pieniądze. Czuł się jak aktor przed premierą.

Miał na sobie białą kurtkę.

W klasie zapadła cisza.

Inspektorzy byli spięci.

Garcia dotknął tablicy.

Dziś rano, kiedy wziął pierwszą dawkę kokainy, osłupiał. Leżała idealnie. Delikatnie.

Jego głowa się rozjaśniła i Javier poczuł, że może zrobić wszystko.

„Granica funkcji” – powiedział Garcia. Jego głos brzmiał pewnie. „To wartość, do której dąży ciąg…”

Pisał. Wzory rozkwitały na tablicy niczym kwiaty. Czuł, jak kokaina dodaje mu energii.

Uczniowie patrzyli. Nie byli rozproszeni. Nie szeptali.

Inspektorzy wymienili spojrzenia. Jeden z nich skinął głową. Inny zrobił notatkę w swoim notesie.

Garcia pisał, aż zmęczyła mu się ręka. Zakrył całą tablicę. Potem wziął gąbkę.

Zmazał wzór.

Inspektorzy byli pod wrażeniem. To było oczywiste. Tacy nauczyciele rzadko zdarzają się w szkołach prowincjonalnych.

„Doskonale” – powiedział starszy inspektor, gdy zadzwonił dzwonek. „Bardzo dobrze, Señor Garcia. Spodziewaliśmy się… mniej.”

„Staramy się” – powiedział Garcia. „Pomimo trudności.”

„Jakich trudności?” – inspektor zmrużył oczy.

„Logistycznie. Ale daliśmy radę.”

Kiedy wyszli, Velasquez przytulił Garcię.

„Uratowałeś nas, Javier. Jesteś prawdziwym bohaterem.”

„Jestem dilerem, Señor Velasquez. Nie bohaterem.”

„Nieważne. Szkoła jest otwarta. Wypłaty będą wypłacane.”

„Jak długo?”

„Dopóki ty i ja będziemy mieli tę kokainę, tak.”

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Rozdział 5: Cień

Minął tydzień. Potem dwa.

Garcia stał się gwiazdą szkoły. Jego koledzy mu zazdrościli. Zawsze miał najlepszą kokainę. Jego uczniowie lepiej radzili sobie na testach.

Ale Garcia nie spał w nocy.

Czekał na telefon. Czekał na wiadomość. Bóg obiecał się z nim skontaktować.

I tak, pewnego wtorku, gdy Garcia siedział w barze na nabrzeżu Paseo Juan Aponte, popijając kawę, otrzymał wiadomość.

Anonimowy numer.

„Spotkanie. Dzisiaj. 23:00. Magazyn w porcie. Hangar 7. Proszę przynieść gotówkę. Podwójna kwota”.

Garcia spojrzał na ekran. Jego ręka drżała. Kawa rozlała się na spodku.

Podwójna kwota. Cena wzrosła.

Wiedział, że jest uzależniony. Haczyk wszedł. Teraz Bóg będzie dyktował warunki.

Garcia wyszedł z baru. Wiał chłodny wiatr od morza. Zapalił papierosa.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Co zrobić? Odmówić? Wtedy wróci do kolorowych rzeczy. Inspektor wróci.

Velazquez go zje.

Zgadzasz się? Wtedy zostanie wspólnikiem.

Spojrzał w morze. Ciemna woda uderzała o betonowe bloki. Gdzieś tam, w głębinach, leżały zatopione statki.

Garcia podjął decyzję.

Nie pójdzie sam.

Zadzwonił do Velasqueza.

„Halo?”

„Tu Garcia. Musimy porozmawiać. Pilnie.”

„Co się stało?”

„Cena wzrosła. Podwoiła się.”

Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Tak myślałem” – powiedział Velasquez. Zaczął zaciskać pętlę.

„Nie idę sam.”

„Kto idzie z tobą? Policja?”

„Nie. Jest nas dwóch. Ty i ja.”

„Javier, oszalałeś?”

„Jeśli nie zmienimy zasad gry, będzie nas doił w nieskończoność. Mamy przewagę.”

„Wiemy, gdzie jest szkoła. Wiemy, gdzie są uczniowie. Wiemy, gdzie są rodzice”. „Co proponujesz?”

„Jutro idę na spotkanie. Ale wszystko nagram. I zażądam umowy.

Pisemnej. Z ustaloną ceną”.

„Nie podpisze”.

„Wtedy będziemy mieli dowód wymuszenia. I przekażemy go prasie”.

„Bóg” nie lubi światła.

„To niebezpieczne, Javier”.

„Niebezpieczny to nauczyciel naćpany kiepską kokainą, która cuchnie chemikaliami. Niebezpieczny to życie w strachu”.

„Dobrze”, powiedział Velasquez. „Jestem z tobą. Ale jeśli coś się stanie… powiem, że działałeś bez pozwolenia”.

„Wiem”, powiedział Garcia. „Tak właśnie powinno być”.

Następnego ranka było pogodnie. Słońce prażyło w oknach sali 4-B tak intensywnie, że trzeba było opuścić rolety.

Inspektorzy siedzieli z tyłu klasy. Trzech mężczyzn w formalnych garniturach. Z zimnymi twarzami. Spojrzeli na zegarki. Spojrzeli na tablicę. Spodziewali się, że nie zdadzą.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Garcia wszedł do klasy. Miał na sobie nową kurtkę. Kupił ją poprzedniego wieczoru za ostatnie pieniądze. Czuł się jak aktor przed premierą.

Miał na sobie białą kurtkę.

W klasie zapadła cisza.

Inspektorzy byli spięci.

Garcia dotknął tablicy.

Dziś rano, kiedy wziął pierwszą dawkę kokainy, osłupiał. Leżała idealnie. Delikatnie.

Jego głowa się rozjaśniła i Javier poczuł, że może zrobić wszystko.

„Granica funkcji” – powiedział Garcia. Jego głos brzmiał pewnie. „To wartość, do której dąży ciąg…”

Pisał. Wzory rozkwitały na tablicy niczym kwiaty. Czuł, jak kokaina dodaje mu energii.

Uczniowie patrzyli. Nie byli rozproszeni. Nie szeptali.

Inspektorzy wymienili spojrzenia. Jeden z nich skinął głową. Inny zrobił notatkę w swoim notesie.

Garcia pisał, aż zmęczyła mu się ręka. Zakrył całą tablicę. Potem wziął gąbkę.

Zmazał wzór.

Inspektorzy byli pod wrażeniem. To było oczywiste. Tacy nauczyciele rzadko zdarzają się w szkołach prowincjonalnych.

„Doskonale” – powiedział starszy inspektor, gdy zadzwonił dzwonek. „Bardzo dobrze, Señor Garcia. Spodziewaliśmy się… mniej.”

„Staramy się” – powiedział Garcia. „Pomimo trudności.”

„Jakich trudności?” – inspektor zmrużył oczy.

„Logistycznie. Ale daliśmy radę.”

Kiedy wyszli, Velasquez przytulił Garcię.

„Uratowałeś nas, Javier. Jesteś prawdziwym bohaterem.”

„Jestem dilerem, Señor Velasquez. Nie bohaterem.”

„Nieważne. Szkoła jest otwarta. Wypłaty będą wypłacane.”

„Jak długo?”

„Dopóki ty i ja będziemy mieli tę kokainę, tak.”

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Rozdział 5: Cień

Minął tydzień. Potem dwa.

Garcia stał się gwiazdą szkoły. Jego koledzy mu zazdrościli. Zawsze miał najlepszą kokainę. Jego uczniowie lepiej radzili sobie na testach.

Ale Garcia nie spał w nocy.

Czekał na telefon. Czekał na wiadomość. Bóg obiecał się z nim skontaktować.

I tak, pewnego wtorku, gdy Garcia siedział w barze na nabrzeżu Paseo Juan Aponte, popijając kawę, otrzymał wiadomość.

Anonimowy numer.

„Spotkanie. Dzisiaj. 23:00. Magazyn w porcie. Hangar 7. Proszę przynieść gotówkę. Podwójna kwota”.

Garcia spojrzał na ekran. Jego ręka drżała. Kawa rozlała się na spodku.

Podwójna kwota. Cena wzrosła.

Wiedział, że jest uzależniony. Haczyk wszedł. Teraz Bóg będzie dyktował warunki.

Garcia wyszedł z baru. Wiał chłodny wiatr od morza. Zapalił papierosa.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Co zrobić? Odmówić? Wtedy wróci do kolorowych rzeczy. Inspektor wróci.

Velazquez go zje.

Zgadzasz się? Wtedy zostanie wspólnikiem.

Spojrzał w morze. Ciemna woda uderzała o betonowe bloki. Gdzieś tam, w głębinach, leżały zatopione statki.

Garcia podjął decyzję.

Nie pójdzie sam.

Zadzwonił do Velasqueza.

„Halo?”

„Tu Garcia. Musimy porozmawiać. Pilnie.”

„Co się stało?”

„Cena wzrosła. Podwoiła się.”

Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Tak myślałem” – powiedział Velasquez. Zaczął zaciskać pętlę.

„Nie idę sam.”

„Kto idzie z tobą? Policja?”

„Nie. Jest nas dwóch. Ty i ja.”

„Javier, oszalałeś?”

„Jeśli nie zmienimy zasad gry, będzie nas doił w nieskończoność. Mamy przewagę.”

„Wiemy, gdzie jest szkoła. Wiemy, gdzie są uczniowie. Wiemy, gdzie są rodzice”. „Co proponujesz?”

„Jutro idę na spotkanie. Ale wszystko nagram. I zażądam umowy.

Pisemnej. Z ustaloną ceną”.

„Nie podpisze”.

„Wtedy będziemy mieli dowód wymuszenia. I przekażemy go prasie”.

„Bóg” nie lubi światła.

„To niebezpieczne, Javier”.

„Niebezpieczny to nauczyciel naćpany kiepską kokainą, która cuchnie chemikaliami. Niebezpieczny to życie w strachu”.

„Dobrze”, powiedział Velasquez. „Jestem z tobą. Ale jeśli coś się stanie… powiem, że działałeś bez pozwolenia”.

„Wiem”, powiedział Garcia. „Tak właśnie powinno być”.

Następnego ranka było pogodnie. Słońce prażyło w oknach sali 4-B tak intensywnie, że trzeba było opuścić rolety.

Inspektorzy siedzieli z tyłu klasy. Trzech mężczyzn w formalnych garniturach. Z zimnymi twarzami. Spojrzeli na zegarki. Spojrzeli na tablicę. Spodziewali się, że nie zdadzą.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Garcia wszedł do klasy. Miał na sobie nową kurtkę. Kupił ją poprzedniego wieczoru za ostatnie pieniądze. Czuł się jak aktor przed premierą.

Miał na sobie białą kurtkę.

W klasie zapadła cisza.

Inspektorzy byli spięci.

Garcia dotknął tablicy.

Dziś rano, kiedy wziął pierwszą dawkę kokainy, osłupiał. Leżała idealnie. Delikatnie.

Jego głowa się rozjaśniła i Javier poczuł, że może zrobić wszystko.

„Granica funkcji” – powiedział Garcia. Jego głos brzmiał pewnie. „To wartość, do której dąży ciąg…”

Pisał. Wzory rozkwitały na tablicy niczym kwiaty. Czuł, jak kokaina dodaje mu energii.

Uczniowie patrzyli. Nie byli rozproszeni. Nie szeptali.

Inspektorzy wymienili spojrzenia. Jeden z nich skinął głową. Inny zrobił notatkę w swoim notesie.

Garcia pisał, aż zmęczyła mu się ręka. Zakrył całą tablicę. Potem wziął gąbkę.

Zmazał wzór.

Inspektorzy byli pod wrażeniem. To było oczywiste. Tacy nauczyciele rzadko zdarzają się w szkołach prowincjonalnych.

„Doskonale” – powiedział starszy inspektor, gdy zadzwonił dzwonek. „Bardzo dobrze, Señor Garcia. Spodziewaliśmy się… mniej.”

„Staramy się” – powiedział Garcia. „Pomimo trudności.”

„Jakich trudności?” – inspektor zmrużył oczy.

„Logistycznie. Ale daliśmy radę.”

Kiedy wyszli, Velasquez przytulił Garcię.

„Uratowałeś nas, Javier. Jesteś prawdziwym bohaterem.”

„Jestem dilerem, Señor Velasquez. Nie bohaterem.”

„Nieważne. Szkoła jest otwarta. Wypłaty będą wypłacane.”

„Jak długo?”

„Dopóki ty i ja będziemy mieli tę kokainę, tak.”

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Rozdział 5: Cień

Minął tydzień. Potem dwa.

Garcia stał się gwiazdą szkoły. Jego koledzy mu zazdrościli. Zawsze miał najlepszą kokainę. Jego uczniowie lepiej radzili sobie na testach.

Ale Garcia nie spał w nocy.

Czekał na telefon. Czekał na wiadomość. Bóg obiecał się z nim skontaktować.

I tak, pewnego wtorku, gdy Garcia siedział w barze na nabrzeżu Paseo Juan Aponte, popijając kawę, otrzymał wiadomość.

Anonimowy numer.

„Spotkanie. Dzisiaj. 23:00. Magazyn w porcie. Hangar 7. Proszę przynieść gotówkę. Podwójna kwota”.

Garcia spojrzał na ekran. Jego ręka drżała. Kawa rozlała się na spodku.

Podwójna kwota. Cena wzrosła.

Wiedział, że jest uzależniony. Haczyk wszedł. Teraz Bóg będzie dyktował warunki.

Garcia wyszedł z baru. Wiał chłodny wiatr od morza. Zapalił papierosa.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Co zrobić? Odmówić? Wtedy wróci do kolorowych rzeczy. Inspektor wróci.

Velazquez go zje.

Zgadzasz się? Wtedy zostanie wspólnikiem.

Spojrzał w morze. Ciemna woda uderzała o betonowe bloki. Gdzieś tam, w głębinach, leżały zatopione statki.

Garcia podjął decyzję.

Nie pójdzie sam.

Zadzwonił do Velasqueza.

„Halo?”

„Tu Garcia. Musimy porozmawiać. Pilnie.”

„Co się stało?”

„Cena wzrosła. Podwoiła się.”

Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Tak myślałem” – powiedział Velasquez. Zaczął zaciskać pętlę.

„Nie idę sam.”

„Kto idzie z tobą? Policja?”

„Nie. Jest nas dwóch. Ty i ja.”

„Javier, oszalałeś?”

„Jeśli nie zmienimy zasad gry, będzie nas doił w nieskończoność. Mamy przewagę.”

„Wiemy, gdzie jest szkoła. Wiemy, gdzie są uczniowie. Wiemy, gdzie są rodzice”. „Co proponujesz?”

„Jutro idę na spotkanie. Ale wszystko nagram. I zażądam umowy.

Pisemnej. Z ustaloną ceną”.

„Nie podpisze”.

„Wtedy będziemy mieli dowód wymuszenia. I przekażemy go prasie”.

„Bóg” nie lubi światła.

„To niebezpieczne, Javier”.

„Niebezpieczny to nauczyciel naćpany kiepską kokainą, która cuchnie chemikaliami. Niebezpieczny to życie w strachu”.

„Dobrze”, powiedział Velasquez. „Jestem z tobą. Ale jeśli coś się stanie… powiem, że działałeś bez pozwolenia”.

„Wiem”, powiedział Garcia. „Tak właśnie powinno być”.

Następnego ranka było pogodnie. Słońce prażyło w oknach sali 4-B tak intensywnie, że trzeba było opuścić rolety.

Inspektorzy siedzieli z tyłu klasy. Trzech mężczyzn w formalnych garniturach. Z zimnymi twarzami. Spojrzeli na zegarki. Spojrzeli na tablicę. Spodziewali się, że nie zdadzą.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Garcia wszedł do klasy. Miał na sobie nową kurtkę. Kupił ją poprzedniego wieczoru za ostatnie pieniądze. Czuł się jak aktor przed premierą.

Miał na sobie białą kurtkę.

W klasie zapadła cisza.

Inspektorzy byli spięci.

Garcia dotknął tablicy.

Dziś rano, kiedy wziął pierwszą dawkę kokainy, osłupiał. Leżała idealnie. Delikatnie.

Jego głowa się rozjaśniła i Javier poczuł, że może zrobić wszystko.

„Granica funkcji” – powiedział Garcia. Jego głos brzmiał pewnie. „To wartość, do której dąży ciąg…”

Pisał. Wzory rozkwitały na tablicy niczym kwiaty. Czuł, jak kokaina dodaje mu energii.

Uczniowie patrzyli. Nie byli rozproszeni. Nie szeptali.

Inspektorzy wymienili spojrzenia. Jeden z nich skinął głową. Inny zrobił notatkę w swoim notesie.

Garcia pisał, aż zmęczyła mu się ręka. Zakrył całą tablicę. Potem wziął gąbkę.

Zmazał wzór.

Inspektorzy byli pod wrażeniem. To było oczywiste. Tacy nauczyciele rzadko zdarzają się w szkołach prowincjonalnych.

„Doskonale” – powiedział starszy inspektor, gdy zadzwonił dzwonek. „Bardzo dobrze, Señor Garcia. Spodziewaliśmy się… mniej.”

„Staramy się” – powiedział Garcia. „Pomimo trudności.”

„Jakich trudności?” – inspektor zmrużył oczy.

„Logistycznie. Ale daliśmy radę.”

Kiedy wyszli, Velasquez przytulił Garcię.

„Uratowałeś nas, Javier. Jesteś prawdziwym bohaterem.”

„Jestem dilerem, Señor Velasquez. Nie bohaterem.”

„Nieważne. Szkoła jest otwarta. Wypłaty będą wypłacane.”

„Jak długo?”

„Dopóki ty i ja będziemy mieli tę kokainę, tak.”

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Rozdział 5: Cień

Minął tydzień. Potem dwa.

Garcia stał się gwiazdą szkoły. Jego koledzy mu zazdrościli. Zawsze miał najlepszą kokainę. Jego uczniowie lepiej radzili sobie na testach.

Ale Garcia nie spał w nocy.

Czekał na telefon. Czekał na wiadomość. Bóg obiecał się z nim skontaktować.

I tak, pewnego wtorku, gdy Garcia siedział w barze na nabrzeżu Paseo Juan Aponte, popijając kawę, otrzymał wiadomość.

Anonimowy numer.

„Spotkanie. Dzisiaj. 23:00. Magazyn w porcie. Hangar 7. Proszę przynieść gotówkę. Podwójna kwota”.

Garcia spojrzał na ekran. Jego ręka drżała. Kawa rozlała się na spodku.

Podwójna kwota. Cena wzrosła.

Wiedział, że jest uzależniony. Haczyk wszedł. Teraz Bóg będzie dyktował warunki.

Garcia wyszedł z baru. Wiał chłodny wiatr od morza. Zapalił papierosa.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Co zrobić? Odmówić? Wtedy wróci do kolorowych rzeczy. Inspektor wróci.

Velazquez go zje.

Zgadzasz się? Wtedy zostanie wspólnikiem.

Spojrzał w morze. Ciemna woda uderzała o betonowe bloki. Gdzieś tam, w głębinach, leżały zatopione statki.

Garcia podjął decyzję.

Nie pójdzie sam.

Zadzwonił do Velasqueza.

„Halo?”

„Tu Garcia. Musimy porozmawiać. Pilnie.”

„Co się stało?”

„Cena wzrosła. Podwoiła się.”

Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Tak myślałem” – powiedział Velasquez. Zaczął zaciskać pętlę.

„Nie idę sam.”

„Kto idzie z tobą? Policja?”

„Nie. Jest nas dwóch. Ty i ja.”

„Javier, oszalałeś?”

„Jeśli nie zmienimy zasad gry, będzie nas doił w nieskończoność. Mamy przewagę.”

„Wiemy, gdzie jest szkoła. Wiemy, gdzie są uczniowie. Wiemy, gdzie są rodzice”. „Co proponujesz?”

„Jutro idę na spotkanie. Ale wszystko nagram. I zażądam umowy.

Pisemnej. Z ustaloną ceną”.

„Nie podpisze”.

„Wtedy będziemy mieli dowód wymuszenia. I przekażemy go prasie”.

„Bóg” nie lubi światła.

„To niebezpieczne, Javier”.

„Niebezpieczny to nauczyciel naćpany kiepską kokainą, która cuchnie chemikaliami. Niebezpieczny to życie w strachu”.

„Dobrze”, powiedział Velasquez. „Jestem z tobą. Ale jeśli coś się stanie… powiem, że działałeś bez pozwolenia”.

„Wiem”, powiedział Garcia. „Tak właśnie powinno być”.

Następnego ranka było pogodnie. Słońce prażyło w oknach sali 4-B tak intensywnie, że trzeba było opuścić rolety.

Inspektorzy siedzieli z tyłu klasy. Trzech mężczyzn w formalnych garniturach. Z zimnymi twarzami. Spojrzeli na zegarki. Spojrzeli na tablicę. Spodziewali się, że nie zdadzą.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Garcia wszedł do klasy. Miał na sobie nową kurtkę. Kupił ją poprzedniego wieczoru za ostatnie pieniądze. Czuł się jak aktor przed premierą.

Miał na sobie białą kurtkę.

W klasie zapadła cisza.

Inspektorzy byli spięci.

Garcia dotknął tablicy.

Dziś rano, kiedy wziął pierwszą dawkę kokainy, osłupiał. Leżała idealnie. Delikatnie.

Jego głowa się rozjaśniła i Javier poczuł, że może zrobić wszystko.

„Granica funkcji” – powiedział Garcia. Jego głos brzmiał pewnie. „To wartość, do której dąży ciąg…”

Pisał. Wzory rozkwitały na tablicy niczym kwiaty. Czuł, jak kokaina dodaje mu energii.

Uczniowie patrzyli. Nie byli rozproszeni. Nie szeptali.

Inspektorzy wymienili spojrzenia. Jeden z nich skinął głową. Inny zrobił notatkę w swoim notesie.

Garcia pisał, aż zmęczyła mu się ręka. Zakrył całą tablicę. Potem wziął gąbkę.

Zmazał wzór.

Inspektorzy byli pod wrażeniem. To było oczywiste. Tacy nauczyciele rzadko zdarzają się w szkołach prowincjonalnych.

„Doskonale” – powiedział starszy inspektor, gdy zadzwonił dzwonek. „Bardzo dobrze, Señor Garcia. Spodziewaliśmy się… mniej.”

„Staramy się” – powiedział Garcia. „Pomimo trudności.”

„Jakich trudności?” – inspektor zmrużył oczy.

„Logistycznie. Ale daliśmy radę.”

Kiedy wyszli, Velasquez przytulił Garcię.

„Uratowałeś nas, Javier. Jesteś prawdziwym bohaterem.”

„Jestem dilerem, Señor Velasquez. Nie bohaterem.”

„Nieważne. Szkoła jest otwarta. Wypłaty będą wypłacane.”

„Jak długo?”

„Dopóki ty i ja będziemy mieli tę kokainę, tak.”

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Rozdział 5: Cień

Minął tydzień. Potem dwa.

Garcia stał się gwiazdą szkoły. Jego koledzy mu zazdrościli. Zawsze miał najlepszą kokainę. Jego uczniowie lepiej radzili sobie na testach.

Ale Garcia nie spał w nocy.

Czekał na telefon. Czekał na wiadomość. Bóg obiecał się z nim skontaktować.

I tak, pewnego wtorku, gdy Garcia siedział w barze na nabrzeżu Paseo Juan Aponte, popijając kawę, otrzymał wiadomość.

Anonimowy numer.

„Spotkanie. Dzisiaj. 23:00. Magazyn w porcie. Hangar 7. Proszę przynieść gotówkę. Podwójna kwota”.

Garcia spojrzał na ekran. Jego ręka drżała. Kawa rozlała się na spodku.

Podwójna kwota. Cena wzrosła.

Wiedział, że jest uzależniony. Haczyk wszedł. Teraz Bóg będzie dyktował warunki.

Garcia wyszedł z baru. Wiał chłodny wiatr od morza. Zapalił papierosa.

dostawa kokainy, marihuany, Viagry, Cialisu, tadalafilu, ecstasy, Torrevieja, Alicante, Benidorm, Walencja, Murcja, Malaga, Barcelona, ​​Madryt, Hiszpania, Polska, Niemcy, Czechy, grzyby, psylocybina, haszysz

Co zrobić? Odmówić? Wtedy wróci do kolorowych rzeczy. Inspektor wróci.

Velazquez go zje.

Zgadzasz się? Wtedy zostanie wspólnikiem.

Spojrzał w morze. Ciemna woda uderzała o betonowe bloki. Gdzieś tam, w głębinach, leżały zatopione statki.

Garcia podjął decyzję.

Nie pójdzie sam.

Zadzwonił do Velasqueza.

„Halo?”

„Tu Garcia. Musimy porozmawiać. Pilnie.”

„Co się stało?”

„Cena wzrosła. Podwoiła się.”

Po drugiej stronie zapadła cisza.

„Tak myślałem” – powiedział Velasquez. Zaczął zaciskać pętlę.

„Nie idę sam.”

„Kto idzie z tobą? Policja?”

„Nie. Jest nas dwóch. Ty i ja.”

„Javier, oszalałeś?”

„Jeśli nie zmienimy zasad gry, będzie nas doił w nieskończoność. Mamy przewagę.”

„Wiemy, gdzie jest szkoła. Wiemy, gdzie są uczniowie. Wiemy, gdzie są rodzice”. „Co proponujesz?”

„Jutro idę na spotkanie. Ale wszystko nagram. I zażądam umowy.

Pisemnej. Z ustaloną ceną”.

„Nie podpisze”.

„Wtedy będziemy mieli dowód wymuszenia. I przekażemy go prasie”.

„Bóg” nie lubi światła.

„To niebezpieczne, Javier”.

„Niebezpieczny to nauczyciel naćpany kiepską kokainą, która cuchnie chemikaliami. Niebezpieczny to życie w strachu”.

„Dobrze”, powiedział Velasquez. „Jestem z tobą. Ale jeśli coś się stanie… powiem, że działałeś bez pozwolenia”.

„Wiem”, powiedział Garcia. „Tak właśnie powinno być”.